Wstęp do katechezy współczesnej cd. 5

          W filozofii religii Ludwiga Feuerbacha czy Zygmunta Freuda Bóg może być rozumiany nie jako byt obiektywny, lecz jako projekcja ludzkich potrzeb psychicznych i emocjonalnych. Feuerbach twierdził, że to człowiek stworzył Boga na swoje podobieństwo, przenosząc nań własne najwyższe ideały i pragnienia – takie jak wszechmoc, dobroć czy nieśmiertelność. Podobnie Freud postrzegał religię jako formę iluzji, będącą wyrazem dziecięcych potrzeb bezpieczeństwa i opieki, które w dorosłym życiu przybierają postać wiary w Boga-Ojca.

          Według Immanuela Kanta lub niektórych nurtów religii liberalnej Bóg staje się uosobieniem dobra, sprawiedliwości czy miłości – a więc ideą motywującą do etycznego życia, niezależnie od tego, czy istnieje w sensie ontologicznym. Taka koncepcja może być akceptowalna również dla osób niereligijnych – jako forma metafory lub symbolu ludzkich aspiracji moralnych, bez konieczności przyjmowania wiary w osobowego Boga. Tego rodzaju podejście otwiera przestrzeń do dialogu między wierzącymi a niewierzącymi na gruncie wspólnych wartości, nawet jeśli różnią się oni co do źródła tych wartości.

          W ujęciu Alfreda Whiteheada Bóg nie jest statycznym bytem, lecz procesem stawania się w świecie. Niektórzy interpretatorzy jego myśli dostrzegają w niej energetyczny charakter rzeczywistości.

          Pojawia się zatem pytanie: jak jest naprawdę? Na obecnym etapie wiedzy można stwierdzić, że Bóg jawi się w koncepcji dualistycznej – to znaczy: zarówno w naturze dynamicznej (istnieje poprzez działanie), jak i w naturze ontologicznej, czyli duchowej. Natura duchowa wywodzi się z ludzkiej intuicji oraz doświadczeń duchowych i może być dostępna poprzez odwołanie się do podobnej natury obecnej w ludzkiej świadomości.

         Obie koncepcję są opisane w Piśmie Świętym. Każdy człowiek jest wyposażony w mechanizm poznawczy przez  sumienie. Choć należą one do zagadnień metafizycznych, to niejednokrotnie nauka pomaga w akceptacji, bo istnienie Boga wynika z porządku logicznego.

          Jeśli ktoś przyjmuje istnienie Boga, to próba „rozpracowywania” Jego przymiotów może być ograniczona lub wręcz niemożliwa. To wyraz postawy pokory – uznania, że ludzki rozum ma swoje granice. To myślenie wpisuje się w podejście apofatyczne (tzw. teologię negatywną), która mówi o Bogu raczej przez to, czym nie jest, niż czym jest.

Wstęp do katechezy współczesnej cd. 4

          Tajemnica Boga polega na tym, że poza wewnętrznymi odczuciami i intuicją nic nie jest pewne. Nawet zasada przyczynowości — czyli przekonanie, że każdy skutek ma swoją przyczynę — choć logicznie spójna, budzi wątpliwości: czy rzeczywiście zawsze obowiązuje?

          Pojawiają się pytania: dlaczego Bóg nie ujawnia całej prawdy o sobie i nie objawia się w sposób pełny i jednoznaczny? Nasuwa mi się refleksja, że nawet gdyby to uczynił, człowiek i tak nie byłby w stanie tego pojąć. Prawda o Bogu jest bowiem niezwykle złożona — tak jak złożona jest koncepcja stworzenia.

          Świat przypomina ogromną maszynerię, w której wszystkie elementy doskonale współgrają, a mimo to trudno jest zrozumieć nawet te aspekty rzeczywistości, które podlegają badaniom — na przykład komplementarność cząstek czy zjawiska kwantowe. Zgłębianie wielu procesów, które dzieją się niemal na naszych oczach, przekracza możliwości poznawcze nawet najwybitniejszych umysłów. Nawet takie autorytety jak Albert Einstein, Max Planck i inni wybitni fizycy nie byli zgodni co do wielu odkryć — nie wszyscy akceptowali probabilistyczne podejście do zdarzeń fizycznych czy doktrynę komplementarności, która dziś stanowi podstawę współczesnej fizyki. Max Planck nigdy nie pogodził się z zasadą nieoznaczoności, o której uczy się dzisiaj w szkołach średnich.

          Skoro zrozumienie tego, co jest dostępne zmysłom i badaniom, sprawia tak wiele trudności, to jak pojąć to, co istnieje, lecz pozostaje ukryte w rzeczywistości transcendentnej? Boska rzeczywistość może być jeszcze bardziej złożona i tym samym mniej uchwytna.

          Nie dziwi mnie więc, że obowiązująca katecheza pozbawiona jest odniesień naukowych. Większość wiernych to zwykli ludzie, którzy na co dzień zmagają się z trudami życia, a nie zgłębiają zawiłości teologii czy nauk przyrodniczych. Ufają Kościołowi i często bezkrytycznie przyjmują to, co jest im przekazywane.

          Na Kościele — powołanym do strzeżenia depozytu wiary — spoczywa ogromna odpowiedzialność. Nie ma nic gorszego niż przekazywanie fałszywych informacji i błędne nauczanie. Kapłani, katecheci i duchowi przewodnicy powinni być osobami wszechstronnie wykształconymi, zwłaszcza dziś, w epoce powszechnego rozwoju intelektualnego.

          Jestem zdecydowanie za instytucją, jaką jest Kościół. Jest on niezwykle potrzebny — także jako przestrzeń dla duchowego rozwoju młodych pokoleń. Jednak Kościół instytucjonalny powinien brać przykład z Kościoła sakramentalnego (Chrystusowego), który niesie ze sobą absolutną prawdę pochodzącą od Boga.

          Kościół powinien być żywym przykładem cnót, które głosi: skromności, pokory, miłości, sprawiedliwości, miłosierdzia i prawdy. Tylko wtedy będzie autentycznym świadkiem Ewangelii i autorytetem, któremu można zaufać — nie tylko ze względu na tradycję, ale również dzięki osobistemu doświadczeniu dobra i prawdy.

Wstęp do katechezy współczesnej cd. 3

          Pisząc, że Bóg „podjął decyzję”, „chciał przekazać” i tym podobne, siłą rzeczy przypisujemy Mu ludzką osobowość i ludzkie działania. Można powiedzieć, że Go antropomorfizujemy. Czy słusznie?

          Wydaje się, że brakuje odpowiednich słów, by opisać sposób istnienia i działania Boga. Język ludzki jest ograniczony i niezdolny do pełnego oddania tajemnicy Boga. Jesteśmy więc zmuszeni przedstawiać Go w kategoriach ludzkich. Dlatego, próbując mówić o Nim, uciekamy się do ludzkich pojęć i metafor. Katecheza przypisuje Bogu osobowość, ponieważ człowiek najlepiej nawiązuje relację z Kimś, kto posiada „ja”. Wtedy możliwy jest dialog, modlitwa, relacja. To nie tylko zabieg retoryczny, ale teologiczna konieczność – Bóg w chrześcijaństwie objawia się jako Osoba (a nawet Trzy Osoby), z którą człowiek może wejść w kontakt. Już Biblia posługuje się obrazami Ojca, Pasterza czy Króla, by przybliżyć człowiekowi nieskończoną rzeczywistość boską. Nie chodzi o to, by redukować Boga do ludzkiej miary, lecz by uczynić Go choć trochę bardziej zrozumiałym i bliskim. Bóg nie jest ideą abstrakcyjną, ale kimś, kto działa, troszczy się i prowadzi.

          Przywołując myśl Kartezjusza: „Myślę, więc jestem”, można sformułować podobną sentencję: „To, co odczuwa się osobiście – istnieje.” Poza argumentami logicznymi, jak zasada przyczynowości (każdy skutek ma swoją przyczynę), mamy również osobistą możliwość zaakceptowania istnienia Boga. To ważne, ponieważ wzmacnia argumentację na rzecz nadprzyrodzonego Stwórcy świata. Wiara zamienia się w wiedzę.

          Gdybyśmy jednak mieli „wiedzę” w sensie naukowym o istnieniu Boga, nie potrzebowalibyśmy już wiary – a tym samym mogłoby zabraknąć miejsca na wolność, zaufanie, rozwój duchowy.

          Jak wynika z wielu fragmentów Biblii Bogu zależy na akcie wiary, a nie wiedzy. Dlaczego? Rozsądnym wytłumaczeniem jest to, że z wiarą wiążą się wątpliwości i niepewności, a one z kolei skłaniają do ciągłego poszukiwania Boga. Wiara, pełna pytań i niepewności, angażuje całą osobę – rozum, serce i wolę. Można więc wysnuć wniosek, że Bogu nie tyle zależy na samej akceptacji Jego istnienia, ile na uczestnictwie w procesie wiary, kulcie i przeżywaniu relacji z Nim. Wiara nie jest jedynie przyjęciem pewnych prawd, ale dynamiczną drogą osobistego zaangażowania.

          Podobnie można uznać, że zawiłości biblijne służą do ciągłego obcowania ze świętymi tekstami. To przypomina o konieczności ciągłej modlitwy i obcowania duchowego. Można to ująć jako wieczne trwanie przed Bogiem.

Wstęp do katechezy współczesnej cd. 2

          W dzisiejszych czasach, gdy dostęp do wiedzy jest łatwiejszy niż kiedykolwiek, pojawia się konflikt między nauką a wyznawcami wiary. Z założenia powinno być odwrotnie — te dwie sfery powinny się wzajemnie wspierać i uzupełniać, ponieważ prawda absolutna powinna być jedna. Tymczasem wielowiekowe przekazy katechetyczne doprowadziły do ślepej, infantylnej wiary oraz zafałszowania koncepcji Stwórcy. Bardzo tego żałuję, ponieważ głęboko zakorzenione przekonania są trudne do usunięcia. Wielu wiernych obawia się nawet prowadzenia dyskusji, by nie narazić się na konsekwencje wynikające z niesubordynacji wobec instytucji Kościoła.

         Bóg z definicji nie może karać tych co szukają prawdy. On sam jest Prawdą i  Jemu zależy, aby prawda wyszła na jaw i stała się powszechna.

         Pismo Święte jest dziełem niezwykłym. Zawiera w sobie wiele warstw poznawczych. Pierwsza jest literalna i przekazuje ludzki obraz Bożego objawienia. Stosuje wiele form literackich, aby zaciekawić czytających i zaprosić do lektury. Poza warstwą opisową zawiera w sobie przekazy Bożych idei i koncepcji. Ta warstwa wymaga wiedzy towarzyszącej, pomocniczej.  Zrozumie ich zależy od predyspozycji czytających. Nie wszystkie myśli są odkrywane od razu. Złożoność depozytu wiary wymaga studiów, rozeznania historycznego i wiele dziedzin naukowych, a nawet znajomość praw przyrody (w tym fizyki kwantowej). Nie wszyscy mogą zrozumieć arkana przesłania. Dlatego są potrzebni mądrzy duchowni, którzy trudne rzeczy przełożą na prosty język.

          Katecheza szkolna w większości jest nieporozumieniem. Uczący nie są przygotowani do współczesnego  przekazu depozytu wiary. Nie ma nic gorszego jak uczyć źle. Błędy uczących skutkują nawet na całe życie wyznawcy.

          Szkoda, że kościelne młyny mielą wolno. Restrukturyzacja depozytu wiary jest pilnie potrzebna i to od zaraz. Kościół traci swój autorytet w tempie przerażających. Jako instytucja niosąca przekazy moralne są nieoceniona. Młodzi ludzie powinny mieć dostęp do rozeznania najgłębszych dylematów sumienia. Powinni mieć bazę, opokę, fundament, na który zbudują swój własny kręgosłup wiary.

Wstęp do katechezy współczesnej 1

          Już około 10 tysięcy lat p.n.e. (w neolicie) ludzie posiadali rozległą wiedzę o otaczającej ich przyrodzie. Potrafili wykorzystywać ją w praktyce, co doprowadziło do rozwoju technologii – hodowli zwierząt, zakładania stałych osad oraz uprawy roślin. Udomowiono psy, owce i kozy, a narzędzia kamienne stawały się coraz bardziej zaawansowane.

          Oprócz rozwoju technologicznego i społecznego równie istotny był rozwój duchowy człowieka. Obserwując naturę i rozważając sens istnienia, ludzie dochodzili do przekonania o istnieniu wyższej Siły – Przyczyny Sprawczej wszystkiego, co istnieje. W wielu kulturach pojawiały się zaczątki religii, wyrażające przekonanie o szczególnym miejscu człowieka w porządku świata. Religie te kształtowały się niezależnie od siebie, w różnych częściach świata i w odmiennych cywilizacjach.

          Znamienne jest to, że już od najdawniejszych czasów wierzono w życie po śmierci – jakby wiara ta była odwiecznie wpisana w ludzką świadomość. Przekonanie to przynosiło ludziom ukojenie i motywację do działania. Bez poczucia sensu i celu istnienia życie istot rozumnych mogłoby wydawać się pozbawione znaczenia.

          Wiara w istnienie Przyczyny Sprawczej, pod wpływem ludzkich obaw i potrzeb, przeradzała się z czasem w politeizm, w którym bogom niższego szczebla przypisywano różnorodne role i moce. Wzorem dla tych wyobrażeń było ludzkie życie – ten proces można określić mianem antropogenezy religijnej.

          Około 2 tysięcy lat p.n.e., w Mezopotamii, Przyczyna Sprawcza objawiła swoje istnienie, przekazując plemieniu (lub plemionom) izraelskiemu, że istnieje tylko jeden Bóg. W kontekście dominującego wówczas politeizmu był to akt rewolucyjny. Po okresie przyjęcia tej idei postanowiono spisać tę radosną nowinę. Redakcja świętej księgi trwała około tysiąca lat. Wiedza objawiona – przekazana hagiografom w duchowych natchnieniach – została zobrazowana w postaci historii plemion semickich oraz działania Przyczyny Sprawczej. Opierano się przy tym na tradycji, historii i zapisach ludów tamtych czasów (stąd tak wiele obcych naleciałość w PŚ).

          Przyczyna Sprawcza została nazwana różnie: Jahwe, Elohim, Bóg, Pan… Pojawili się wyznawcy tej idei, którzy przyjęli na siebie odpowiedzialność za przekazywanie objawienia Bożego. Ci, którzy przyjmowali to przesłanie, byli uznawani za wierzących. Tak narodziła się judaistyczna wiara monoteistyczna. Z czasem depozytariusze tej wiary przekształcili się w instytucję religijną – Kościół. Ten moment można postrzegać jako radosny, ponieważ dawał wspólnocie strukturę, ale zarazem bolesny dla samej idei, która z biegiem czasu zaczęła tracić swoją pierwotną czystość. Instytucje ludzkie mają bowiem tendencję do skupiania się na własnych interesach. W miarę upływu czasu idea schodzi na dalszy plan, a działania pozorowane mogą jej tylko zaszkodzić. Wierni, z powodu ludzkich słabości i niedoskonałości, często bezrefleksyjnie przyjmują to, co się im przekazuje. W ten sposób instytucja zyskuje nad nimi władzę, porządkuje ich życie i prowadzi do posłuszeństwa.

Człowiek podsystemem naturalnego systemu

          Świat jest naturalnym systemem, a każdy człowiek stanowi jego podsystem — przejmując niejako właściwości systemu nadrzędnego. System jako całość potrafi reagować na zakłócenia i zmienne warunki, takie jak katastrofy naturalne czy zmiany klimatyczne. Jednak z biegiem czasu podsystemy (czyli ludzie) tracą swoje naturalne zdolności, zastępując je sztucznymi rozwiązaniami i koncepcjami, które często jedynie pozornie są skuteczniejsze.

          Współczesna medycyna, oparta głównie na chemii, bez wątpienia uratowała wiele istnień ludzkich. Nierzadko jednak okazuje się zbyt inwazyjna, a nawet szkodliwa w dłuższej perspektywie. Prawa natury stanowią pierwotny wzorzec, który warto przywrócić i wykorzystać.

          Człowiek stworzył wiele imponujących wynalazków, inspirując się przyrodą — jak choćby maszyny latające czy okręty podwodne. Od wieków stosowano naturalne metody leczenia, które dziś coraz częściej wypierane są przez agresywne terapie chemiczne. To poważny błąd. Medycyna powinna poświęcać więcej uwagi zrozumieniu naturalnych procesów i opracowywać rozwiązania w zgodzie z nimi.

          Świat przyrody w obliczu zagrożenia samodzielnie wytwarza mechanizmy obronne, takie jak antygeny — skuteczne i nieinwazyjne. Zrozumienie i wykorzystanie praw natury nie oznacza cofnięcia się w rozwoju, lecz mądre czerpanie z dorobku milionów lat ewolucji.

          Współczesna nauka powinna dążyć do harmonii między technologią a biologią, ucząc się od największego inżyniera — przyrody.

          Dobrym przykładem są procesy gastryczne, które można porównać do zaawansowanych fabryk przetwórczych. Różnica polega na tym, że w organizmach żywych procesy te zachodzą w temperaturze pokojowej, podczas gdy przemysł wymaga do tego znacznych ilości energii. Niektóre badania sugerują nawet istnienie zjawisk przypominających zimną fuzję, w których organizm potrafi odzyskać energię z wody.

          Jako cukrzyk mam nadzieję, że postęp naukowy pozwoli nie tylko lepiej kontrolować cukrzycę, ale również przywrócić naturalną funkcję insuliny w organizmie.

           Zamiast uciekać się do chirurgii. problemy z jelitami można skutecznie rozwiązać, stosując naturalne sposoby przywracające prawidłowe trawienie i metabolizm. Trzeba tylko znaleźć sposób pobudzenia jelit do pracy.

Rozwój umysłowy i kulturowy człowieka

          Rozwój umysłowy i kulturowy człowieka stanowi przedmiot moich szczególnych zainteresowań. Fascynują mnie najdawniejsze przejawy działalności intelektualnej i artystycznej naszych przodków oraz poziom ich wiedzy o otaczającym świecie. Niestety, możliwości badawcze są ograniczone – im dalej sięgamy w przeszłość, tym mniej zachowanych artefaktów pozostaje do naszej dyspozycji. Pismo wynaleziono około 3500–3200 r. p.n.e. w Mezopotamii, jednak wcześniejsze formy ekspresji – takie jak malowidła naskalne – sięgają znacznie dawniejszych czasów. Najstarsze znane przedstawienia figuratywne, datowane na około 52 tysiące lat, odkryto na terenie dzisiejszej Indonezji.

          «Uważam, że człowieka jako istotę ludzką można definiować od momentu, w którym uzyskał on świadomość własnej odrębności wobec świata zwierząt». Moment ten można uznać za symboliczny początek człowieczeństwa – wiąże się on z rozwojem umysłowym i duchowym człowieka. Warto wspomnieć, że istnieją hipotezy, według których przejawy rozwoju duchowego dostrzegane są już u neandertalczyków (wyginęli ok. 30–40 tys. lat temu), w tym rytuały pogrzebowe oraz sztuka użytkowa (narzędzia, ozdoby).

          Można przyjąć, że kultura neolityczna sensu stricto zaczęła się około 10 tysięcy lat p.n.e. – warto się temu dokładnie przyjrzeć. To okres, w którym pojawiły się podstawy cywilizacji: rolnictwo, osiadły tryb życia, ceramika.

          Właśnie w tym czasie zdaniem większości badaczy, miały miejsce pierwsze przejawy rozwiniętych form religijności. Wierzenia religijne tego okresu najczęściej koncentrowały się wokół kultu bogini-matki, ojca-nieba oraz Słońca i Księżyca jako bóstw – w tym bóstw solarnych. Powstawały kapliczki, które z czasem przekształcano w świątynie, nierzadko pełniące skomplikowane funkcje społeczne, z udziałem kapłanów i kapłanek. Typowym elementem religijności ludzi neolitu był kult bóstw antropomorficznych. Na terenie północnego Egiptu rozwinęła się kultura fajumska, udokumentowana na obszarze oazy Fajum.

          Według mitów, w tym okresie trzęsienia ziemi miały doprowadzić do zatopienia i zniknięcia mitycznej wyspy Atlantyda. Niektóre przekazy religijne wiążą także biblijny potop z wydarzeniami mającymi miejsce około 9600 r. p.n.e., na obszarze dzisiejszego Morza Czarnego.

Człowiek – homo sapiens

          Według nauki «Homo sapiens» pojawił się na Ziemi około 300 tysięcy lat temu. Dopiero jednak około 30 tysięcy lat temu osiągnął poziom rozwoju porównywalny z dzisiejszym człowiekiem. Warto zastanowić się, jak długi i złożony był to proces. Tak rozciągnięta w czasie ewolucja sugeruje, że w jej końcowym etapie przedstawiciele gatunku ludzkiego znajdowali się już na podobnym poziomie rozwoju. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której dziadek należałby jeszcze do hominidów, a wnuki reprezentowałyby już w pełni ukształtowanego człowieka współczesnego.

          Biblia odnosi się do końcowego etapu tego procesu w formie tzw. proroctwa wstecznego – reinterpretacji przeszłych wydarzeń z perspektywy religijnej. Opis stworzenia pierwszych ludzi – Adama i Ewy – przypisywany jest Bogu. Należy jednak pamiętać, że w tamtym czasie istniały już inne plemiona będące na zbliżonym poziomie rozwoju. Adam i Ewa mogą być więc postrzegani jako symboliczni przedstawiciele całej ludzkości. Dosłowne traktowanie ich jako pierwszych i jedynych ludzi nie przystaje do współczesnej wiedzy naukowej. Historia pierwszych rodziców ma charakter obrazowy i pełni przede wszystkim funkcję religijno-narracyjną. Taka jest rzeczywistość faktograficzna.

          Biblijna opowieść o Adamie i Ewie wprowadza również pojęcie grzechu pierworodnego. Nie należy jednak rozumieć go jako relacji o jednym, konkretnym grzechu, lecz raczej jako symboliczny obraz grzeszności wpisanej w ludzką kondycję – wynikającej z samej istoty życia i jego egzystencjalnych uwarunkowań. Taka interpretacja jest zgodna ze stanowiskiem wielu współczesnych teologów i biblistów, którzy postrzegają Księgę Rodzaju nie jako dosłowny zapis wydarzeń historycznych, lecz jako tekst metaforyczny i teologiczny.

          Z tego podejścia wynika wniosek, że dogmat o grzechu pierworodnym może być nieadekwatny w świetle współczesnego rozumienia człowieka i jego historii. W konsekwencji pod znakiem zapytania staje również dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Choć oba te elementy mają swoje znaczenie w narracji religijnej i tradycji Kościoła, dla osób poszukujących prawdy mogą one stanowić poważne wyzwanie dla wiary.

          Dla ludzi pragnących pogodzić wiarę z rozumem napięcie między wiedzą naukową a przekazem religijnym bywa źródłem intelektualnego niepokoju. Może on jednak zostać złagodzony przez spójne nauczanie katechetyczne, które w klarowny sposób ukazuje symboliczny i duchowy wymiar opowieści religijnych. Umożliwia to głębszą refleksję i dojrzalsze przeżywanie wiary – nie opartej na literalnym odczytaniu tekstów, lecz na ich duchowym przesłaniu i otwartości na tajemnicę.

Czy potrzebna jest Boża Opatrzność?

            Świat jest zorganizowany według obowiązujących praw natury i zachodzące wydarzenia. Teoretycznie znając wszystkie prawa fizyki i wszystkie stany początkowe można z grubsza przewidzieć wszystko co się wydarzy (postulat Laplace’a). Jednak to stwierdzenie nie do końca jest to prawdą. Prawie wszystkie procesy fizyczne zaczepiają o najgłębszą rzeczywistość – poziom cząstek elementarnych (o mechanikę kwantową), która sugeruje, że wiele procesów ma charakter probabilistyczny (przypadkowy), nie w pełni przewidywalny (np. rozpad promieniotwórczy atomów).

             Życie to nie tylko procesy fizyczne, ale działania podejmowane przez wolną wolę, którą każdy człowiek otrzymał w darze od Stwórcy (w przeciwieństwie do zwierząt) w chwili zaistnienia. To kompendium przyczyn pozwala na stwierdzenie, że Świat jest częściowo zdeterminowany, ale nie do końca. Determinizm dobrze opisuje wiele zjawisk, ale fizyka kwantowa, problemy świadomości i pojęcie wolnej woli wskazują, że świat może nie być całkowicie zdeterminowany.

             Można wysnuć wniosek, że świat to ciągła walka chaosu z  uporządkowaniem.

            Bóg działa poprzez historię i wolne decyzje ludzi, zgodnie z własnymi motywacjami i rozumem. Świat nie jest zdeterminowany w sensie ślepego losu. Bóg dopuścił człowieka do współtworzenia Świata, obarczając go odpowiedzialnością za wybrane autonomiczne decyzje. Nie są one w pełni zdeterminowane przez biologię i fizykę. Deterministyczny świat i wolna wola mogą współistnieć.

          Wobec trudu życia i istniejących uwarunkowań  człowiekowi potrzebna jest Boża Opatrzność, która czuwa nad zorganizowanym istnieniem. Są tacy, którzy uważają, że wolna wola to iluzja i nie są do końca wolne.

          Jak już pisałem i przytaczałem (po rozmowie Abrahama z Bogiem: “Teraz już wiem” (Rdz); zmienił los Echetiela przedłużając mu życie, i inne) w Biblii są sugestie, które przeczą, że Bóg z góry wie i ustala wszystko, co się wydarzy, włącznie z losem każdego człowieka.  Świat jest w pewnym sensie zdeterminowany przez Boży plan, ale niekoniecznie w sposób mechaniczny — Bóg działa poprzez historię i wolne istoty. Można dopatrzeć się współpracę Łaski z wolną wolą (tomizm). Bóg zapewne zna przyszłość, ale nie determinuje przymusowo ludzkich wyborów — daje Łaskę, ale nie zmusza. I to mi się bardzo podoba w doktrynie teologicznej. Przyszłość nie jest „z góry napisana” w sposób, który odbiera wolność; raczej Bóg widzi ją z perspektywy wieczności. Bóg jest poza czasem — „teraz” i „jutro” są dla Niego jednym „wiecznym teraz”.

          Człowiek jest wolny, ale jego wolność jest skażona przez ludzką grzeszność (niedoskonałość). Potrzebuje Bożej łaski, by dobrze dokonywał właściwe wybory.

Nowa odsłona Trójcy Świętej

          W teologii katolickiej i prawosławnej Trójca Święta to dogmat głoszący, że jeden Bóg istnieje w trzech Osobach: Ojca, Syna i Ducha Świętego. W II–IV wieku Ojcowie Kościoła, interpretując Pismo Święte, stworzyli teologiczną wykładnię tej tajemnicy, uznając współistotność Osób Boskich. Pogląd ten został potwierdzony na soborach nicejskim (325) i konstantynopolitańskim (381).

          Przez wiele lat usiłowałem zrozumieć sens tej hipostazy. Niejednokrotnie wyrażałem wątpliwości co do znaczenia tego dogmatu. Jednak na podstawie moich dociekań teologicznych nasunęła mi się myśl, że Trójca Święta może być modelem nadprzyrodzonej jedności człowieka z Bogiem. Idea ta znajduje pewne echo w mistyce chrześcijańskiej – na przykład w nauczaniu św. Jana od Krzyża, w mistyce wschodniej czy w koncepcji przebóstwienia (theosis) obecnej w prawosławiu. Jak mówi modlitwa arcykapłańska Jezusa: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,21). Być może moja sugestia zostanie uznana za heterodoksyjną wobec oficjalnego nauczania Kościoła, jednak uważam, że spojrzenie to jest na tyle interesujące, iż warto je przedstawić.

          Być może Trójca Święta odsłania nadprzyrodzoną strukturę istnienia człowieka w zjednoczeniu z Bogiem. Możliwe, że w rzeczywistości wiecznej nasza świadomość, przyobleczona w astralne ciało, trwać będzie w relacji analogicznej do tej, jaką ukazuje Trójca. A Jezus, którego spotkamy okaże się wyróżnioną istotą ludzką, która wypełniła swoją zbawczą misję jako narzędzie objawienia Boga Ojca.

          To być może jedynie moja osobista refleksja i teologiczna spekulacja. Może kontrowersyjna, ale dostrzegam w niej sens. Nieprawdą jest, że Bóg ukrywa przed światem swoje tajemnice – to raczej ludzie nie potrafią odczytać tego, co zostało zapisane w świętych przekazach teologicznych.