Stwierdzenie bałamutne

          XIX wiek przyniósł wiele niespodzianek. Gwałtowny rozwój nauk powodował, że ludzie zaczęli inaczej spostrzegać Świat. Oprócz badań nad wieloma zjawiskami i odkrywaniu nowych horyzontów, które przynosiły  sukcesy wpadali w pychę, która niestety odsuwała ich od Stwórcy (okres pozytywizmu). Wielu sądziło, że Bóg nie jest im do niczego potrzebny, bo poznanie wszystkim tajemnic przyrody to tylko kwestia czasu.

         Tymczasem nowe odkrycia sugerowały, że w dotychczasowym poznaniu świata przyrody występują luki, i do poznania istoty rzeczy jest jeszcze ciągle daleko. Jak wspominałem badania nad emisją fal elektromagnetycznych zakończyły się powstaniem mechaniki kwantowej.

          W 1887 r. Albert Abraham Michelson (1852–1931) i Edward Morley (1838–1923) dokonali słynnego doświadczenia z interferometrem (doświadczenie nazwane M-M), chcąc wyznaczyć bezwzględną prędkość Ziemi względem hipotetycznego „eteru”. Wynik zaskoczył uczonych, tym że przez wiele lat nie umiano wytłumaczyć negatywnego wyniki wykonanego doświadczenia.

         Doświadczenie polegało na tym, że puszczano promienie światła w dwóch kierunkach – wzdłuż kierunku ruchu przyrządu i prostopadle do ruchu. Według fizyki klasycznej wyprowadzono dwa wzory na czas powrotu promieni odbitych. Były one różne, bo po podstawieniu wartości dawały różne wyniki. Spodziewano się więc, że w czasie doświadczenia przyrząd potwierdzi wyliczone różnice czasowe tych dwóch promieni. A tu niespodzianka. Czasy były takie same. Wynik doświadczenia M-M był bardzo zagadkowy i w najwyższym stopniu zaskakujący. Zastanawiano się, jak wytłumaczyć negatywny wynik doświadczenia. Potrzeba było aż 18 lat, aby znaleźć propozycję rozwiązania tej zagadki. Na ten temat pisałem już wielokrotnie. Dziś uważam, że negatywny wynik doświadczenia wynika z postawienia niepoprawnego pytania. Otóż Albert Einstein oparł się kontrakcji Lorentza (skróceniu odległości) i otrzymał odpowiedź, która go sankcjonowała, ale ja mam wątpliwości do całego tłumaczenia.

          Otóż prawdą jest, że światło gdy opuszcza swoje źródło ma zawsze tę samą prędkość < c > względem każdego układu inercjalnego i jest niezależny od prędkości źródła. Pozostaje w swoim układzie inercjalnym, o którym można mówić tylko teoretycznie. Dla układów w ruchu można mówić jedynie o prędkości pozornej.

          Rozważając  bieg promieni (jak na rysunku) trzeba zauważyć, że promień lecący poziomo można uznać, że należy również do układu laboratorium, ale promień pionowy z chwilą przejścia przez pryzmat należy do innego układu i nie ma nic wspólnego z doświadczeniem. Wynik był negatywny, bo nie zachodziła interferencja odbitych promieni. Do detektora trafiał tylko odbity promień poziomy.

          Transpozycja Lorentza i sposób tłumaczenia o skróceniu długości drogi (kontrakcja Lorentza  Fitzgeralda) promienia jest sztuczna i nie odpowiada prawdzie obiektywnej. Kontrakcja Lorentza  Fitzgeralda jest stwierdzeniem bałamutnym i nie odpowiadające prawdzie obiektywnej.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Przedwiośnie fizyki kwantowej

          XIX wiek to przedwiośnie wielkich zmian w nauce. Elektryczność stała się motorem rozwoju nowych dziedzin. Pobudziła umysły do zajmowania się budową wszechświata. Rozwijająca się technologia umożliwiła zbudowanie  nowych narzędzi i aparatów poznawczych (pomiarowych). Za ich pomocą odkryto, że nie wszystko co się zdarza jest dotychczas poprawnie opisane i zbadane.

           Między innymi zwrócono uwagę, że ciało podgrzane emituje energię w sposób niezgodny ze stanem wiedzy. Otóż ciepło (promieniowanie) kojarzono z drganiami drobin. Energię włożoną chciano odzyskiwać w tych samych wielkościach. Tymczasem promieniowanie emitowane ujawnia się w postaci rozkładu energii (widma). Nie wiedziano wówczas nic na temat źródeł i sposobu emisji fal (elektromagnetycznych). Do badań nad emisją założono wyidealizowany model ciała doskonale czarnego.  Reprezentował on takie obiekty jak słońce, żarówka i każde podgrzane ciało.

          Gustav Kirchhoff odkrył, że natężenie promieniowania emitowanego przez dowolne ciało zależy tylko od temperatury i długości dali, nie zaś od budowy tego ciała. Wynikało tego, że natężenie promieniowania jest określone przez pewną uniwersalną funkcję.

          John Rayleigha wraz z matematykiem Jamesem Jeansem, na bazie praw klasycznej termodynamiki  zaproponowali wzór w którym natężenie światła emitowanego jest liniowo zależny od temperatury ciała i rosło wraz z częstotliwością. Propozycja ta była niesłuszna bowiem wyniki doświadczalne wskazywały, że istnieje maksimum pewnych częstotliwości reprezentatywnych w kształcie dzwonowej.

          Rozkład natężenia promieniowania opracowali w 1879 roku bracia Józef Stefan i Ludwig Boltzmannowie (prawo nazwane prawem Stefana Boltzmanna). Energia wysyłana przez ciało czarne przez jednostkę powierzchni w jednostce czasu jest proporcjonalna do czwartej potęgi bezwzględnej temperatury w skali Kelwina. Rozkład ten pasował do ciał gorących (jak słońce) i chłodniejszych (jak włókno żarówki).

          Wien zaproponował rozkład empiryczny, który nie był zgodny z doświadczeniem w niższych częstotliwościach (czyli dłuższych fal).

           Max Planck po kilku nieudanych próbach (rozpoczętych w 1897 roku) zaproponował swój rozkład (zwany rozkładem Plancka), który również  był wzorem empirycznym (opracowany w oparciu o prawo Wiena). Jego postać była oparta na dopasowaniu wzoru Wiena do wyników doświadczalnych metodami prób i błędów.  Uczony stwierdził, że energia nie może być emitowana w postaci ciągłych ilościach, a jedynie w postaci kwantów (porcji):

                                                          E = h * v

gdzie v jest częstotliwością, h wprowadzona stała zwana stała Plancka.        

          Max Planck użył tą stałą do swojego rozkładu. W tym momencie narodziła się nowa nauka zwana fizyką kwantową. Stała h została zaakceptowana, ponieważ ku zaskoczeniu fizyków zapewniała zgodność teorii z wynikami doświadczalnymi różnych badań.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Mechanika kwantowa dla laika

          Wielokrotnie pisałem, że materia nie istnieje jak oddzielny samoistny twór. To co się nazywa materią jest wytworem energetycznym. Jak donosi literatura fachowa materia jest zbiorem, skupiskiem fal energetycznych. Do XX wieku budową materii zajmowała się fizyka klasyczna, a w niej nauka Newtona. W XX wieku rozpoczęły się badania coraz mniejszych drobin materii, Okazało się, że drobiny rządzą się innymi prawami. W granicach subatomowych ujawnia się dualizm korpuskularno falowy. Fotony posiadające pęd zachowują się jak cząstki, a cząstki ujawniają naturę falową (de Broilla). W tak małych obiektach mechanika klasyczna załamuje się. Okazuje się, że w tej przestrzeni obowiązują inne zależności, inne zasady. Naukę tę nazwaną mechaniką kwantową. Zachodzi pytanie gdzie jest granica stosowalności obu mechanik? Rozwiązanie wyjaśnia poniższy przykład.

         Weźmy dla przykładu ziarnko grochu (1 g) i przyjmijmy, że się porusza 1 cm/s.  Zgodnie z nauką Einsteina ziarenko ma w sobie energię wyrażoną w masie. Przeliczając ją na falę (de Brouilla) uczeni wyliczyli, że odpowiada jej fala o długości ok. 6.7 *10 do (-27) cm. Przy takiej odległości praktycznie nie ma dyfrakcji. Trudno dopatrzyć się natury falowej. Dualizm nie jest doświadczalny.  Ziarenko grochu trzeba badać (jego ruch, położenie, energię) za pomocą mechaniki klasycznej. Co innego zachodzi w przypadku elektronu, cząstki materialnej o bardzo małej masie.  Jego fala mieści się w granicach  2.4 * 10 do (-8) cm. Przepuszczając wiązkę elektronów przez kryształ doświadcza się, że kryształ działa jak siatka dyfrakcyjna i w rezultacie powstaje obraz dyfrakcyjny, który można utrwalić na kliszy fotograficznej. Ta właściwość pozwoliła użyć wiązki elektronowe do budowy mikroskopów elektronowych powiększających obiekt nawet 2 miliony razy. Im większa energia elektronów, tym krótsza fala i większa rozdzielczość.

             Proszę zwrócić uwagę, że mechanika kwantowa to łagodne przejście pomiędzy mechaniką klasyczną a mechaniką obiektów subatomowych. Nie ma tu mowy o żadnym załamaniu się nauki, czy przewrocie kopernikańskim. Nowa mechanika zajmuje się nowymi zjawiskami, które jej towarzyszą, np. efekty tunelowe. Ujawniają się nowe zasady, jak zasada nieoznaczoności, które nie mają odpowiednika w mechanice klasycznej. Mechanika kwantowa, która bardziej bazuje na statystyce i prawdopodobieństwie jest również dokładna jak mechanika klasyczna. Jedynie dopuszcza inny rodzaj pytań. Za pomocą nowych narzędzi badawczych jest możliwość wyjaśnienia dlaczego w atomie występują orbity dozwolone dla elektronów, a między nimi jest przestrzeń zakazana. Odpowiedzi można szukać o połowicznym rozpadzie promieniotwórczym.

            Dla człowieka, który doświadcza przestrzeń makroskopową mechanika kwantowa nie jest uchwytna, ale dobrze mieć świadomość, że tajemnice Bożej koncepcji stwórczej są bardziej widoczne w przestrzeni subatomowej.  

             Wydaje się, że nauka zbliża się do jeszcze głębszej prawdy, że rzeczywistość realna opiera się na dynamice, pochodnej tchnienia Bożego. Stają się bardziej wyraziste słowa Świętej Księgi: “Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26).

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Geneza grzechów

          Wielu uważa, że grzech rodzi się po fakcie jego wykonania. Otóż ewangelia podpowiada, że grzech pojawia się o wiele wcześniej: “A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,28). Trudno przyjąć, że sam fakt patrzenia jest grzechem, ale zachodzi pokusa, która akceptowana jest grzechem. Grzech rodzi się w umyśle i jest funkcją (konsekwencją) woli.

          Podobnie jest w przypadku nałogów. Np. samo palenie papierosów (puszczanie dymka), jak nikomu nie szkodzi, jest czynem moralnie obojętnym, ale uzależnienie od używki jest groźne.

           Masturbacja jest mechaniką (ruch posuwisto zwrotny), która sama w sobie wynika z potrzeb fizjologicznych i rozwoju fizycznego człowieka. Natomiast wyuzdanie seksualne wiąże się z upodobaniem i uzależnieniem. To uzależnienie jest obciążeniem umysłu.

          Uzależnienia  od internetu, hazardu, alkoholu, narkotyków, nadmiernego jedzenia i wszelkiej pasji i pragnień, które są traktowane priorytetowo od przyjętych norm są zakłóceniem i obciążają ludzką duszę.

          Wszelakie pomówienia, fałszywe oskarżenia, zdrady są truciznami własnego organizmu.

          Nie wspomnę o zabójstwach, zdradach i czynach ewidentnie złych. To grzechy oczywiste.

          Można sobie nie zdawać z tego sprawy, ale umysł jest stale otwarty na rzeczywistość transcendentną, na Stwórcę. Równolegle, wielotorowo z myślami prozaicznymi, szukamy Boga. To jest nam dane i zaprogramowane. Z tego zapisu naturalnego pojawiły się religie. Wiąże się to z podobną naturą człowieka z naturą Boga “Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26).

Natury te przenikają się. Człowiek jest cały czas w Bogu, a On w nas. Nowo narodzony jest czysty (tabula rasa). Myśli grzeszne powiązane z wolą są zgrzytem, dysharmonią, która obniża sacrum człowieka i utrudnia doskonałe z Nim połączenie.   Trzeba wiedzieć, że Niebo jest stanem zaślubin z Bogiem. Dlatego umarli najpierw muszą oczyścić swoją duszę, aby zaślubiny mogły być dokonane. To oczyszczenie jest procesem. Dla oczekujących są udręką. Bóg nikogo nie karze, ale człowiek sam sobie gotuje swój los. Oczekujące dusze pozostają w przestrzeni ziemskiej. Może znajdują się w przestrzeni oczekiwania, ale Niebo jest dla nich zamknięte (jak niepasujące tryby).

          Od lekkich przewinień Jezus już nas odkupił. To dar niezwykły. Ale można stracić ten dar jedna nierozważną akceptowaną myślą. Dlatego trzeba zachować czujność. Jezus pozostawił nam narzędzie zbawcze – modlitwę Pańską: “ i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini” (Łk 11,4).  Powtarzanie jej to gromadzenie sobie zapasu daru odkupieńczego – dobrze jest o tym pamiętać. 

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Powraca pytanie

          Powraca pytanie. Jak żyć, akceptując słowa Jana Hartmana, że Religia katolicka oparta jest na karze, na grzechu, strachu, lękach, na grzechu pierworodnym, na bojaźni bożej, antychrystach, szatanie, demonach, piekle… . Gdzie  jest prawda?

           Odpowiedź może się różnić w zależności od odpowiadającego. Inna pochodzi od osób myślących, a inna od ciemnoty tłumu, jak opiniuje Ryszard Kapuściński.

           Zachowując kulturę słowa mogę jednie wyrażać własny światopogląd. Otóż, swój światopogląd opieram na akceptacji istnienia Przyczyny sprawczej. Wynika ona z logiki, że każdy skutek ma swoją przyczynę. Skutkiem jest rzeczywistość, której doświadczam. Mam świadomość: “Cogito ergo sum” (myślę, więc jestem Kartezjusz), że swoim umysłem nie mogę poznać Istoty Stwórcy, bo wymyka się ona z ludzkiej percepcji. Pozostaje tylko świadomość Jego istnienia. Tu zbliżam się do przekazu religijnego. Korzystam z nauki teologicznej i akceptuję przekaz, że Bóg jest doskonały, dobry i miłosierny. Nie akceptując tych Jego przymiotów zgadzałbym się na jakiś absurd, który organicznie odrzucam. Pojawia się w tym momencie element wiary.  Bez tej akceptacji pozostałbym na etapie  poznania czysto naukowego, który jest niewystarczający do poprawnego  światopoglądu. Tu pojawia się jednak zastrzeżenie. Nie wszystko w przekazie religijnym uważam za prawdę. Pozostaję przy sformułowaniu, że religia jest pewnym obrazem naszkicowanym przez  autorów religijnych. To powoduje, że człowiek pozostaje właściwie sam i musi sam rozstrzygać, co jest prawdopodobne, a co nie.

            Nasuwa mi się pytanie: po co mi Kościół? Kościół przekazuje sacrum, które pomaga w przeżywaniu rzeczywistości nieogarnianej. Obraz religijny którego jest autorem jest dziełem dopracowanym, pięknym i estetycznym. Przebywanie w atmosferze kultu jest przeżyciem duchowym. Dlatego mimo racjonalnego podejścia do religii czuję się wiernym Kościoła katolickiego.

            Mankamenty doktryny które dostrzegam przesuwam na plan dalszy. Cieszę się, że pozostaję wolny od fundamentalizmu, uprzedzeń. Strachy na lachy nie robią na mnie wrażenia. Inaczej pojmuję bojaźń bożą. Trzymam się zasady: “Primum non nocere” (przede wszystkim nie szkodzić).

            Nadzieje eschatologiczne oczywiście istnieją, ale są to tajemnice, których nie lubię. Może one pochodzą z zamysłów Bożych, ale one są poza zasięgiem poznania. Gdyby istnienie miałoby się zakończyć tylko na epizodzie życia, to by świadczyło o minimalizmie Stwórcy.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Błąd rzeczowy w ST

          Studiując Biblię Tysiąclecia wyd. Pallottinum, Poznań Warszawa 1980,  roku, Pierwszą Księgę Królewską napotkałem sprzeczność. “Król Judy Abijam (914–911) był synem córki Abiszaloma Maak” (1 Krl 15,2). Podobnie pisze, że jego następca Asa był synem tej samej matki Maak. W wersecie 1 Krl 5,8 pisze: „Syn jego Asa został w jego miejsce królem”. Poprawniej jest brat, a nie syn!

          Sprawdziłem w innych wydaniach Pisma Świętego, czy błąd jest zachowany. Oto wykaz pozycji w których błąd tkwi:

Uroczyste wydanie, w twardej kopercie: PŚ Starego i Nowego Testamentu. Najnowszy Przekład z języków oryginalnych z komentarzem, wydawca Święty Paweł 2005 r.

Biblia Dla Każdego,  wydawnictwo Jedność w 1995 r.

La Sainte Bible, wyd. Paris France, 1951 r.

Biblia, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne Warszawa 1981 rok.

          Nie popełniono błędu w opracowaniu: „Izrael Opowiada Swoje Dzieje” Juliusz St. Synowiec OFMConv, Kraków, Wydawnictwo OO. Franciszkanów „Bratni Zew” w 1997 roku. pisząc: ”Następca Abijjama, jego brat Asa (911–870), który rządził państwem judzkim aż 41 lat” (s. 174).

       Swoją drogą nagminność błędu w szerokim okresie czasowym jest zdumiewająca.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Do prawdziwej wiary trzeba odwagi

          Kiedy czyta się Stary Testament zaskakują słowa: “Pan wprowadził na nich całe to nieszczęście” (1 Krl 8, 9); “… gdyż to wydarzenie dokonało się z woli Pana, aby spełniła się Jego groźba” (1 Krl 1 12, 15); “ … bo przeze Mnie zostały zrządzone te wydarzenia” (1 Krl 12, 24).  Podobnych cytatów można przytaczać wiele. Sugerują one, że Bóg determinuje przebieg wypadków i niejednokrotnie uczestniczy w okrutnych wydarzeniach dziejowych. Jak pogodzić nabytą wiedzę z przesłaniem teologicznym kochającego i sprawiedliwego Boga? Klucz rozpoznania leży w przyjętej narracji Boga panującego na wzór ludzkiego króla, który rządzi, sądzi, karze i obdarowuje łaskami pokornych. Otóż, taka ocena jest z gruntu fałszywa. Bóg który czuwa nad rozwojem świata ingeruje, ale czyni to subtelnie, tak, aby nie narzucać nikomu swej woli. To ludzka nieumiejętność odczytania zamysłów Boga fałszuje Jego obraz. Hagiografowie podlegali podobnym słabościom i byli pod naciskiem partykularnych interesom swych czasów. Końcowa narracja była ukończona przed narodzeniem Jezusa. Zapiski faktograficzne starych opracowań, które były bliżej prawdy zostały adaptowane do bieżących potrzeb politycznych.   

          W umysłach wiernych zakodowano  wiele fałszywych obrazów, dla późniejszych pokoleń coraz mniej zrozumiałych. Jezus, który odważnie ujawniał mylne pojęcia Izraelitów sam nie zdążył zresetować umysły wiernych, aby pojrzeli na Stwórcę bez obciążeń historycznych, politycznych. Kościół katolicki nie zadbał o to, aby na nowo opracować doktrynę wiary. Przyjął bezkrytycznie  dziedzictwo żydowskie. Przejął nawet technikę pisania świętych ksiąg (ewangelie). Dopuścił autorskie wizje autorów, a brylował w tym np. św. Łukasz.

          Trudno mi o tym pisać, bo nie chciałbym nikogo urazić, ale z mojego rozpoznania, to dokonało się coś bardzo negatywnego. Prawda obiektywna, faktograficzna została przykryta prawdą wyznaniową.

          Co można teraz uczynić, abyśmy byli wiernymi Bogu, nie będąc jednocześnie niewolnikami narzuconej doktryny. Sądzę, że jeszcze jest za wcześnie. Zakorzenione poglądy mają mocne usadowienie. Przyzwyczajenia, brak chęci rozeznania, fałszywa bojaźń są trudne do wykorzenienia. Do prawdziwej wiary trzeba odwagi.

           Ktoś może zapytać, jak zdobyć prawdziwą wiedzę i na niej zbudować swój ogląd wiary? Nie pocieszę. Trzeba najpierw chcieć, a potem poświecić wiele czasu na szukanie prawdy, w tym każdą nowinę trzeba przemaglować we własnym sumieniu. Trzeba korzystać z umysłu, łącząc w ciąg logicznych wydarzeń nabyte wieści. Umysł musi współpracować z sumieniem. Należy trzymaj się zasady (klucza), że każda dobra myśl od Boga pochodzi.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Imperatyw moralny dla Jubilatów

          “Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16,26).   Jest to jeden z moich ulubionych wersetów Nowego Testamentów, który zawsze oddziaływał bardzo mocno. Niesie on przesłanie imperatywu moralnego. Jest wykładnią ludzkich uczynków. Werset ten dedykuję dla refleksji tym, którzy dzisiaj są Jubilatami. Tym, którzy  żyją w przekonaniu, że odnieśli życiowy sukces, a  z  drugiej strony przeoczyli cierpienia tych których odrzucili. Nie ma nic przykrego jak pogarda. Nie można cofnąć czasu i naprawić popełnionych czynów, ale można ukoić rany, dając świadectwo empatii i miłości do bliźniego.           Wszystkim Jubilatom  dedykuje słowa Ewangelisty ku przemianie serca i spokoju duszy.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Jerozolima

          Jerozolima to miasto znane na całym świecie. Dzisiaj stolica państwa Izraela. W zamierzchłych  czasach (ok. 1003 r. p.Chr) miasto zamieszkałe było przez Jebusytów. W ciągu stuleci znane pod wieloma nazwami w różnych językach: Salem, Salim, Salimmu, Jebus, Jeruzalem, Syjon. W 995 roku zostało zdobyte przez Dawida. Kapłani Natan i Gat przeszli na stronę Dawida. Dawid ustanowił tam stolicę państwa izraelskiego i przeniósł do niej Arkę Przymierza. Zbudował tam pałac. Chciał w dziękczynieniu zbudować Bogu świątynie, ale kapłan Natan mu odradził znając na uwadze jego działania wojenne. Pomimo, że Dawid był bardzo religijny, po ludzku miał krew na rękach. Był sprawcą wielu mordów, w tym męża Batszeby, żony Uriasza, którą zamierzał poślubić.  Poza tym nie był przykładem Żyda, dla którego 10 przykazań byłoby normą etyczną. Miał wiele żon, nałożnic. Oprócz oczywistych wad był odważnym żołnierzem,  kochającym ojcem,  miał poczucie sprawiedliwości, wierności wobec przyjaciół. Dzisiaj takie przywary i cechy charakteru nie mogły być respektowane. Nazwano by go człowiekiem o burzliwej naturze. Kto wie, czy nie pozostał ikoną ludzi o bogatej i skomplikowanej naturze. Był wrażliwy, a zarazem okrutny. Na pewno był ciekawy. jego życie było bardzo barwne. Bogaty przekaz biblijny doskonale nadaje się na scenariusz wielkiej epopei filmowej.

        Pierwszą Świątynie w Jerozolimie zbudował jego Syn Salomon. Również jak ojciec był etycznie wieloznaczny.

         Hagiografowie biblijni ujawnili, że w okresie XI/X w. przed Chr. Religia jahwistyczna przeżywała swój rozkwit. Być może wtedy utarła się koncepcja, która wg mnie jest nadużyciem, że Izraelici są narodem wybranym przez Boga.

         W okresie o którym jest mowa Jerozolima stała się centrum religijnym, kulturowym, politycznym, gospodarczym i militarnym państwa Izrael.

         Następne pokolenia traciły tę żarliwość religijną, aby w okresie niewoli babilońskiej na nowo ją odzyskać. Po rozpadzie Izraela na Izrael i Judę – Jerozolima pozostała stolicą Judy. W VI wieku zdobyli ją Babilończycy, którzy zburzyli Świątynię. W latach 30 VI wieku p. Chr został podbity przez Persów, którzy pozwolili Izraelitom powrócić do Judy. Żydzi odbudowali Świątynię. Jerozolima weszła w skład hellenistycznego imperium. W 67 roku p.Chr. Judeę podbili Rzymianie. Rzymianie pozostawili Żydom swobodę w sprawach administracyjnych i religijnych.

          W latach 30-tych  w Jerozolimie ukrzyżowano Jezusa Chrystusa. W 11 września 70 roku Tacyt zburzył Świątynie (II-gą) i miasto. Wszyscy Żydzi zostali wygnani z terenu miasta. Rzymianie zmienili nazwę kraju na Syria Palestyna. Żydom zakazano wstępu do miasta.

            Po upadku cesarstwa rzymskiego (395 r) miasto znalazło się w Bizancjum. W VII wieku zajęli ją muzułmanie (Arabowie). Po burzliwej historii w grudniu 191 roku do Jerozolimy wkroczyły wojska brytyjskie na mocy międzynarodowych porozumień powojennych. w 1947 R. W ONZ uchwalono utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. To rozwiązanie stało się przyczyną ciągłego konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW

13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949

Zmartwychwstanie wiarygodne

          Zmartwychwstanie to przywrócenie do życia ciał osób zmarłych. Pojęcie to jest ważne w religiach judaizmu, chrześcijaństwie i w islamie. Występuje również w nurcie gnostyckim. Jest podstawą eschatologii, terminu określającego końcowego okresu życia i śmierci człowieka, kresu, który jest zwiastunem nowego życia, a więc wieczności i życia poza czasem. Niektóre źródła różnie opisują ten fenomen, ale dla mnie jest to logiczny ciąg wydarzeń począwszy od stworzenia przez Stwórcę, który ma paradygmat wieczności. Gdyby człowiekowi nie byłoby dana wieczność, to życie ludzkie byłoby kaprysem Boga, nie bardzo poważnym.

           Do tego wniosku teolodzy dochodzili powoli. Wcześniej (utwór z koptyjskiej Biblioteki Nag Hammadi, walentynianie) brano pod uwagę jedynie zmartwychwstanie duchowe. Nikt nie wyobrażał sobie, że umarłe ciało może zostać ożywione. Nawet w przypadku Łazarza uważano, że został on, w sposób cudowny tylko przywrócony (zmartwychpowstał) do życia. Uważano (przez wczesnych egzegetów), że Łazarz tylko był w śpiączce, w letargu i nie przekroczył progu śmierci. Jezus przywołał go słowami “Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” (J 11,43). W rozumieniu wyjdź, bo tam jesteś, czyli żyjesz (będąc w śmierci klinicznej). Słowa Jezusa “Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł” (J 11,14) jest zabiegiem zastępczym (skrótowym), aby nie doszło do głębszej rozprawy na ten temat: “Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» ” (J 11,37.)

           Uczniowie Jezusa informowani przez swego Mistrza o nadchodzących zdarzeniach nie mieli w wyobraźni przebiegu wypadków. Kto przypuszczał, że Jezus, czyli Akt działający, Bóg może umrzeć?

           Jezus Chrystus był tym Pierwszym, który swoim przykładem dawał świadectwo Bożej koncepcji. Śmierć Jezusa była wyraźnie udowodniona.  Bóg Ojciec posłużył się swoim Synem, aby Jego zamysł był wiarygodny. Jezus oprócz Boskich przymiotów jest ambasadorem ludzkiej populacji. Jest przykładem dla ludzi. Swoją naturą Ojca ukazuje, że z tej samej maści pochodzi człowiek. Nie bez kozery piszę: “Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga” (Rdz 5,1) . A to tylko potwierdza wieczność stworzenia.

           Bóg jest w człowieku, i człowiek jest w Bogu. Bóg nie może sam siebie unicestwić, dlatego śmierć jest tylko przejściem, transformacją.  Przykład śmierci Jezusa jest dramatyczny, ale to tylko jest dramatycznym obrazem, opisem. W prawdzie jest o wiele łagodniejszym przeżyciem. I z tym pocieszeniem chciałbym Was zostawić w zadumie, życząc Wam pogody ducha i w nadziei, które niesie Zmartwychwstanie.

adres e-mail: p.porebski@onet.pl Prywatne konto bankowe SWIFT BPKOPLPW 13102026290000950200272633  https://zrzutka.pl/z/pawel1949